Mam…

MAM…

Dałeś mi, Panie, Serce do kochania,
Abym darowała swoje miłowania
Bym żarem, co we mnie, chciała się podzielić
Bym czarne na inne umiała wybielić.

Dałeś mi, Panie, Oczy do patrzenia
Bym widziała, kogo odegnać od cienia
Abym zobaczyła, jaką łzę obetrzeć
Kogo mam ominąć, a kogo mam wesprzec.

Dałeś mi, Panie, Rozum do rozwagi
Bym żyć lekkomyślnie nie miała odwagi
Aby myśli moje dobroci służyły
Z bezsilnością słabszych odważnie walczyły.

Dałeś mi, Panie, Życie brylantowe
Aby dni i noce były jak bajkowe
Bym co przeżyć miała, z rozkoszą przeżyła
Abym jak jestem, taka zawsze była.

Jesteś

JESTEŚ

Nie przychodzisz do mnie w snach brylantowych
Nie przychodzisz do mnie w zorzach purpurowych
Nie przychodzisz do mnie w marzeń zamgleniach
Nie przychodzisz do mnie w poświat  srebrzeniach.

Ale przychodzisz w złotych  jesieniach
W słodkich pieszczotach, nienasyceniach
W zapamiętaniach, dłoniach gorących,
W tęsknotach ciała, ustach pragnących.

Nie ma Cię w lekkim obłok płynięciu
W wiatru spowiciach,ognisk gaśnięciu
Nie ma Cię w  liści cichych szelestach
W klejnotach cennych,  z pereł agrestach.

Lecz jesteś ze mną w doli- niedoli
W życia płynięciu w wspólnej gondoli
Jesteś w radościach razem doznanych
I dzieciach pięknych, co z sobą mamy.

Za tęczową bramą

ZA  TĘCZOWĄ  BRAMĄ

Za tęczową bramą są śliczne barwienia
Kwiatów słodki zapach,cudne upojenia
Trawa jest puszysta barankowym runem
Drogi posypane wonnym cynamonem.

Są tu wodospady, przeczyste jeziora
Ptaków rozśpiewanie i uśmiech Anioła.
Są bajania wiatru i muzyki brzmienia
Pocałunki gwiezdne i niezapomnienia.

A kiedy w przyszłości bramę tę przekroczysz
To się obłokami jak puchem otoczysz
I zostaniesz tutaj może wieki całe
Bo tu jest Twa ścieżka, bycie doskonałe.

Jak tu miło

JAK  TU  MIŁO

Jak tu cicho, jak miło
W liściach coś szeleściło
Wiatr leciutkim tchnieniem musnął
Gdzieś w zaroślach kicia mrugnął.

Lato ciepłem swym przytula
Marzeniami w duszę wtula
Złotem sypie w miękkie włosy
W darze ma korale z rosy.

Tak tu słodko na tej ławce
Chce się dać rozbawić kawce
Razem skrzydła z nią rozpostrzec
Świat łagodny w sercu dostrzec.

Zjawiasz się…

ZJAWIASZ  SIĘ…

Zjawiasz się  w snach miękkich jak puch biały
Sprawiasz, by na niebie gwiazdy migotały
A ich blask świetlisty przenikał pokoje
I gdzieś w dal odeszły wszystkie życia znoje.

Lecz jesteś złudzeniem, kruchą marą senną
I tak, jak złudzenie ciągle jesteś zmienną
Raz jesteś Aniołem, raz Diabłem wcielonym
Raz Uwodzicielem, raz Gniewem szalonym.

Do serca przytulasz słodkie miłowanie
By zaraz odrzucić miłe całowanie
A potem uwodzisz miodnymi słowami
By w chwili następnej być grzmotów gniewami.

Kimże więc Ty jesteś gdy tak w snach przychodzisz?
Dlaczego się gniewasz i kogo uwodzisz?
Komu się  pojawiasz a komu wciąż znikasz?
Czemu jest Cię wielu i jawy unikasz?

Złote kaczeńce

ZŁOTE  KACZEŃCE

Popatrz, jak  pięknie dziś świeci słońce
Więc wepnij we włosy złote kaczeńce
Pozwól się muskać Zefira tchnieniom
Poddaj się morza błękitnym lśnieniom.

Zatańcz na niebie z tęcz obłokami
Roziskrzyj suknię snów kolorami
Niech Cię w ramionach księżyc unosi
Niech Cię do szaleństw Eros zaprosi.

Łuną pragnienia swoje rozjaśnij
Serca kochanków podstępnie skradnij
Bo w co najcudniejsze jesteś  bogata.
Bo jesteś Królową całego świata.

Jaśminowe niezapomnienie

JAŚMINOWE  NIEZAPOMNIENIE

Jakże mogę o Tobie zapomnieć
Gdy mi jaśmin  pachnie pod oknem
I mnie białą słodyczą całuje
A z nim świat cały cudnie wiruje?

Gdym wracała z bytu – niebytu
Pełna lęku, złorzeczeń i krzyku
Gdym w proteście wznosiła ramiona
Byłam w gniewie swym nieujarzmiona.

Wtedy jaśmin motylem mnie musnął
Wonią cudną z przestworzy nadpłynął
Słone łzy mi scałował z policzków
Dał tysiące miłosnych dotyków.

I pogodził mnie z losem nie moim
I spokojem obdarzył mnie swoim
Dał mi siłę i słodkie wspomnienia
I na powrót przywrócił marzenia.

Jakże mogę o Tobie zapomnieć
Gdy mi jaśmin Twój pachnie pod oknem?

Kryształy

KRYSZTAŁY

Rozświetlasz kryształem moje włosy
Zanurzasz usta jak w perły z rosy
Cicho całujesz srebrne promienie
Szukasz w miłości mej ukojenie.

Cóż dać Ci mogę, jak wszystko dałam?
Lata cudowne, łzy, gdy płakałam
Radości, smutki, szaleństw tysiące
I to, co było na tamtej łące.

I to już wszystko, nic nie zostało
To, co być miało, to już się stało
Szarość wieczoru oplata życie
Słońce nie dla mnie jest już w zenicie.

Więc skąd te pragnienia, skąd te tęsknoty?
Dlaczego dla mnie wiąż jesteś złoty?
Gdy jesteś obok, serce przyspiesza
I tylko dla Ciebie chcę być najpiękniejsza.

SNY

SNY

Śnią Ci się sny platynowe
Suknie, buciki balowe
Świat kryształowy, co śpiewa
Słońce, co zimno rozgrzewa

Śnią Ci się jasne mgławice
Księżyc, gwiazd cudnych winnice
Drzewa na wietrze kłoniące
Ogrody tajemnie szepczące.

Śni Ci się kochań tysiące
Serce z pragnienia gorące
Tulenie, co oddech zabiera
Dotyk, aż dusza zamiera.

Śnią Ci się burze, pioruny
Pożogi, pożary i łuny
Samotność łzami tłumiona
Radość złym słowem strawiona

Patrzysz na mnie

PATRZYSZ  NA  MNIE
Mojemu Mężowi

Gdy patrzysz na mnie, Twój wzrok promienieje
Na ustach spragnionych uśmiech błękitnieje
W sercu przesypujesz diamenty kochania
I nigdy Ci nie dość mego ukochania.

Gdy patrzę na Ciebie, cała jestem niebem
Łagodnym obłokiem, niesytym jastrzębiem
Dla Ciebie mam w sobie anioła miłości
I nigdy mi nie dość jest Twej żarliwości.

Tyle lat różowych, srebrnych, malinowych
Tyle słów gorących, tęsknych, akacjowych
I wciąż są przed nami złote drogi słońca
I miłość cudowna z serc naszych płynąca.