Za tęczową bramą

ZA  TĘCZOWĄ  BRAMĄ

Za tęczową bramą są śliczne barwienia
Kwiatów słodki zapach,cudne upojenia
Trawa jest puszysta barankowym runem
Drogi posypane wonnym cynamonem.

Są tu wodospady, przeczyste jeziora
Ptaków rozśpiewanie i uśmiech Anioła.
Są bajania wiatru i muzyki brzmienia
Pocałunki gwiezdne i niezapomnienia.

A kiedy w przyszłości bramę tę przekroczysz
To się obłokami jak puchem otoczysz
I zostaniesz tutaj może wieki całe
Bo tu jest Twa ścieżka, bycie doskonałe.

Jak tu miło

JAK  TU  MIŁO

Jak tu cicho, jak miło
W liściach coś szeleściło
Wiatr leciutkim tchnieniem musnął
Gdzieś w zaroślach kicia mrugnął.

Lato ciepłem swym przytula
Marzeniami w duszę wtula
Złotem sypie w miękkie włosy
W darze ma korale z rosy.

Tak tu słodko na tej ławce
Chce się dać rozbawić kawce
Razem skrzydła z nią rozpostrzec
Świat łagodny w sercu dostrzec.

Zjawiasz się…

ZJAWIASZ  SIĘ…

Zjawiasz się  w snach miękkich jak puch biały
Sprawiasz, by na niebie gwiazdy migotały
A ich blask świetlisty przenikał pokoje
I gdzieś w dal odeszły wszystkie życia znoje.

Lecz jesteś złudzeniem, kruchą marą senną
I tak, jak złudzenie ciągle jesteś zmienną
Raz jesteś Aniołem, raz Diabłem wcielonym
Raz Uwodzicielem, raz Gniewem szalonym.

Do serca przytulasz słodkie miłowanie
By zaraz odrzucić miłe całowanie
A potem uwodzisz miodnymi słowami
By w chwili następnej być grzmotów gniewami.

Kimże więc Ty jesteś gdy tak w snach przychodzisz?
Dlaczego się gniewasz i kogo uwodzisz?
Komu się  pojawiasz a komu wciąż znikasz?
Czemu jest Cię wielu i jawy unikasz?

Złote kaczeńce

ZŁOTE  KACZEŃCE

Popatrz, jak  pięknie dziś świeci słońce
Więc wepnij we włosy złote kaczeńce
Pozwól się muskać Zefira tchnieniom
Poddaj się morza błękitnym lśnieniom.

Zatańcz na niebie z tęcz obłokami
Roziskrzyj suknię snów kolorami
Niech Cię w ramionach księżyc unosi
Niech Cię do szaleństw Eros zaprosi.

Łuną pragnienia swoje rozjaśnij
Serca kochanków podstępnie skradnij
Bo w co najcudniejsze jesteś  bogata.
Bo jesteś Królową całego świata.

Jaśminowe niezapomnienie

JAŚMINOWE  NIEZAPOMNIENIE

Jakże mogę o Tobie zapomnieć
Gdy mi jaśmin  pachnie pod oknem
I mnie białą słodyczą całuje
A z nim świat cały cudnie wiruje?

Gdym wracała z bytu – niebytu
Pełna lęku, złorzeczeń i krzyku
Gdym w proteście wznosiła ramiona
Byłam w gniewie swym nieujarzmiona.

Wtedy jaśmin motylem mnie musnął
Wonią cudną z przestworzy nadpłynął
Słone łzy mi scałował z policzków
Dał tysiące miłosnych dotyków.

I pogodził mnie z losem nie moim
I spokojem obdarzył mnie swoim
Dał mi siłę i słodkie wspomnienia
I na powrót przywrócił marzenia.

Jakże mogę o Tobie zapomnieć
Gdy mi jaśmin Twój pachnie pod oknem?

Kryształy

KRYSZTAŁY

Rozświetlasz kryształem moje włosy
Zanurzasz usta jak w perły z rosy
Cicho całujesz srebrne promienie
Szukasz w miłości mej ukojenie.

Cóż dać Ci mogę, jak wszystko dałam?
Lata cudowne, łzy, gdy płakałam
Radości, smutki, szaleństw tysiące
I to, co było na tamtej łące.

I to już wszystko, nic nie zostało
To, co być miało, to już się stało
Szarość wieczoru oplata życie
Słońce nie dla mnie jest już w zenicie.

Więc skąd te pragnienia, skąd te tęsknoty?
Dlaczego dla mnie wiąż jesteś złoty?
Gdy jesteś obok, serce przyspiesza
I tylko dla Ciebie chcę być najpiękniejsza.

SNY

SNY

Śnią Ci się sny platynowe
Suknie, buciki balowe
Świat kryształowy, co śpiewa
Słońce, co zimno rozgrzewa

Śnią Ci się jasne mgławice
Księżyc, gwiazd cudnych winnice
Drzewa na wietrze kłoniące
Ogrody tajemnie szepczące.

Śni Ci się kochań tysiące
Serce z pragnienia gorące
Tulenie, co oddech zabiera
Dotyk, aż dusza zamiera.

Śnią Ci się burze, pioruny
Pożogi, pożary i łuny
Samotność łzami tłumiona
Radość złym słowem strawiona

Patrzysz na mnie

PATRZYSZ  NA  MNIE
Mojemu Mężowi

Gdy patrzysz na mnie, Twój wzrok promienieje
Na ustach spragnionych uśmiech błękitnieje
W sercu przesypujesz diamenty kochania
I nigdy Ci nie dość mego ukochania.

Gdy patrzę na Ciebie, cała jestem niebem
Łagodnym obłokiem, niesytym jastrzębiem
Dla Ciebie mam w sobie anioła miłości
I nigdy mi nie dość jest Twej żarliwości.

Tyle lat różowych, srebrnych, malinowych
Tyle słów gorących, tęsknych, akacjowych
I wciąż są przed nami złote drogi słońca
I miłość cudowna z serc naszych płynąca.

Wspomnienie

WSPOMNIENIE

Mojemu Mężowi

Wspomnieniem jest lato jak morze szumiące
I wierzby nad rzeką tęsknotą płaczące
I chatka drewniana w lesie zagubiona
I z jarmarku chusta wiatrem przepojona

Wspomnieniem jest przyjaźń, jaka się nie zdarza
I w podróż zabranie przez z bajki żeglarza
I lalka cudowna, sercem nasycona
I łąka puszysta, tęczami kwiecona.

Wspomnieniem jest miłość jak gazela płocha
I od skał odbite cudowności echa
I niebo z gwiazdami pocałunki ślące
I zauroczenia pragnieniami drżące.

Ale Ty wspomnieniem nigdy się nie staniesz
Bo jesteś mą siłą, moim ukochaniem
I to dzięki Tobie lśnię jak promyk słońca
I tylko dla Ciebie chcę być zawsze lśniąca.

Kamyk pozłocisty

KAMYK  POZŁOCISTY

Darowałeś mi, Panie, kamyk pozłocisty
By dnie  wrogie wymieniał na świat jedwabisty
By drogi  splątane pomógł mi rozplątać
By czego dać nie chcę, nikt nie mógł zażądać.

I tak byłam w śpiewaniach, kochaniach, miłości
Cała otulona w  baśniowe cudności
Na włosach rozwianych motyle siadały
A  myśli radosne moje serce grzały.

Więc czemu mi, Panie, podarek zabrałeś
A w zamian ból, trwogę nieznaną hojną ręką dałeś?
Dlaczego w walczącą  musiałam się zmienić?
Dlaczego nie słuchasz, losu nie odmienisz?

Wiem, że na próżno błagam Ciebie, Panie
Co raz mi zabrałeś, nie będzie oddane
I chociaż innemu dasz swego dukata
W mej dłoni zostanie złocista poświata.