Jak tu miło

JAK  TU  MIŁO

Jak tu cicho, jak miło
W liściach coś szeleściło
Wiatr leciutkim tchnieniem musnął
Gdzieś w zaroślach kicia mrugnął.

Lato ciepłem swym przytula
Marzeniami w duszę wtula
Złotem sypie w miękkie włosy
W darze ma korale z rosy.

Tak tu słodko na tej ławce
Chce się dać rozbawić kawce
Razem skrzydła z nią rozpostrzec
Świat łagodny w sercu dostrzec.

Kobieta ze snów

KOBIETA  ZE  SNÓW

W poświacie księżyca, w senności zamglonej
Była jako Venus z piany roztańczonej
Nagość smukłą dłonią lekko osłaniała
Obietnicą cudnych rozkoszy zwabiała

Była Twym marzeniem, fantazji spełnieniem
Tajemniczym czarem, zmysłów upojeniem
Jak Anioł skrzydlaty oplotła Twe ciało
W pragnieniach, by szczęścia było Ci wciąż mało

A potem jak burza szaloną się stała
Z oczu błyskawice zuchwałe ciskała
Palce rozedrgane dłoni Twych szukały
Usta nienasyte gwałtem całowały

Raz była pokorą, raz czarcim tańczeniem,
Miękkością jedwabiu, syrenim kuszeniem
Raz mocno tuliła, raz Cię odpychała
Raz nienawidziła, raz mocno kochała

Aż się zatraciłeś w zmysłów upojeniach
I już nie wiedziałeś, co było w marzeniach
Czy była prawdziwą, czy ze snu Kobietą
Czy była istnieniem, czy tylko podnietą ?

Nie zdążyłeś…

NIE  ZDĄŻYŁEŚ…

Nie zdążyłeś jej powiedzieć o miłości
Nie zdążyłeś jej powiedzieć o namiętności
Nie zdążyłeś jej powiedzieć o wzlataniu
Nie zdążyłeś jej powiedzieć o kochaniu.

Tak czekała na Twe słowa – nadaremnie
W myśli układała swe wyznania – niepotrzebnie
Chociaż była całym Tobą  tak olśniona
Nie sprawiłeś, aby była Tobą nasycona.

Po co było zwlekać nawet chwilę
Życie przecież  jest ulotne jak motyle
Czemu nie mówiłeś, że kochałeś
Czemu tylko w myślach całowałeś?

Teraz choć tak bliscy – to dalecy
Przepłyń więc oddaleń  morza, rzeki
Możesz wrócić to, co utracone
Możesz wskrzesić Wasze szczęście wymarzone.

 

Utulę Cię do snu

UTULĘ  CIĘ  DO  SNU

Przytul się mocno do mnie, a do snu Cię błogiego utulę
Z Twych drżących motyli powiek błękit dnia wycałuję
Rozjaśnię usta w uśmiechy na dobrej nocy początek
Wygładzę na miękkość jedwabiu każdy Twej twarzy zakątek.

Ty we śnie swoim spokojnym śnić będziesz swoje wspomnienia
O tym, czego nie miałeś, co było tylko w marzeniach
W łagodność moich utuleń jak w miękki puch się zanurzysz
I to, czego powiedzieć nie śmiałeś do mnie przez sen wymruczysz.

Śpij więc w moich ramionach, w gwiazdach, w poświacie księżyca
I niech z Twych cudownych marzeń pragnienie Twoje nie znika
Bo co Ci się teraz przyśni ja w  życie prawdziwe zmienię
I miłość naszą najsłodszą jak plaster miodu w nie wkleję.

W moim ogrodzie

W  MOIM  OGRODZIE

W dłoń moją ujmuję jagodę soczystą
I głaszczę z rozkoszą skórkę pozłocistą
Potem do ust moich powoli ją wkładam
Językiem słodycz w zachwyceniu badam.

Czuję, jak sok spływa z jagody zgniecionej
Tuż po mojej brodzie, czułości spragnionej,
Drażni moją szyję, swoją ścieżką znaczy
Ślad na mojej skórze, i niżej się toczy.

W ustach mych zostaje smak tamtej słodyczy
Z pragnienia, by trwała, ciało moje krzyczy
Więc sięgam po taką jak tamta jagodę
I znowu powoli do ust moich wiodę.

Gdy syta słodyczy kładę się ma trawie
Na dni całą wieczność przemieniam się w driadę
I tak w szumie wiatru, w drzewach i zamgleniach
Zostawiam cudownych smaków ukojenia.

Spotkanie

SPOTKANIE

Rozejrzałam się uważnie dookoła, zapaliłam papierosa i twardo postanowiłam „przerwa”. Ale gdy muzyka znów zaczęła grać, podszedł do mnie taki jeden…niezupełnie widoczny w przyćmionym świetle i spytał „Czy mogę PANIĄ (!) prosić?”. „O, Matko, zdurniał, czy pierwszy raz na dyskotece?” – pomyślałam. Z wrażenia zapomniałam odmówić. Tańczył nieźle, a później zaprosił mnie elegancko na drinka.

Wypatrzyłem ją dużo wcześniej. Eteryczna blondynka w niebieskiej sukience. Kilka razy robiłem podchody, ale zawsze uprzedzał mnie jakiś cwaniak. Widać, że nie tylko mi podobają się blondynki. Ale ja się zawziąłem. Muszę z nią zatańczyć. Gdy na chwilę usiadła, zacząłem krążyć wokół niej jak satelita. Widziałem, jak ten i ów robił to samo, ale gdy napotkał  mój wzrok, w pośpiechu odpływał w siną dal. Wreszcie muzyka znów zaczęła grać. Gdy poprosiłem ja do tańca, nie wiadomo dlaczego zrobiła bardzo dziwną minę. Zanim oprzytomniała, już tańczyliśmy. A potem poszliśmy na drinka.

Było w miarę jasno, więc mogłam mu się przyjrzeć. No, no…Kto by pomyślał…Gdy powoli sączyłam swojego drinka, zapytał, czy mam ochotę na ciastko. „A ty?” – spytałam .”Wiesz – powiedział przełykając ślinę – niespecjalnie lubię słodycze. A właściwie w ogóle ich nie jadam. Prawdę mówiąc – nie cierpię ich”. Miał bardzo dziwny głos, gdy to mówił, ale nie zwróciłam na to uwagi. Poprosiłam o to ciastko lecz gdy zaproponował drugie, grzecznie odmówiłam mówiąc, że ja też…niespecjalnie…lubię…słodycze. Ileż mnie to kłamstwo kosztowało! Chętnie zjadłabym jeszcze z 10 takich ciastek!

W jasnym świetle była jeszcze ładniejsza. No, teraz to już na pewno nie odpuszczę! Popijaliśmy drinki, a ja w myśli przeliczałem pieniądze. Na jedno, jedyne, najmniejsze ciastko to jeszcze było mnie stać. Gdy przyniosłem go z baru – zdziwiona spytała: „A ty?”. Za plecami skrzyżowałem dwa palce i bohatersko odpowiedziałem, że nie jadam słodyczy. Patrząc, jak z wdziękiem zajadała swoje ciastko, o mało się nie skręciłem. Boże, jak ja kocham słodycze! Czułem się jak pies Pawłowa. Ślina niemal ciekła mi po brodzie, z trudem powstrzymywałem  się, by wyrwać jej ciastko z ręki. A potem, w niezrozumiałym dla mnie odruchu samobójczym spowodowanym zapewne depresją na tle niemożności zjedzenia ulubionej słodyczy, nie zdając sobie sprawy z konsekwencji – zaproponowałem jej  drugie ciastko!!!. Mówiąc to czułem, jak głos mi drży, bo w nagłym przebłysku świadomości przypomniałem sobie, ze nie mam już pieniędzy nie tylko na ciastko, ale nawet na pudełko zapałek. Co mówię -  nawet na jedną, najmarniejszą zapałkę!. Gorączkowo myślałem, co zrobię, gdy będzie miała ochotę. W myśli rozpatrywałem różne warianty: dam barmanowi w zastaw  legitymację studencką…nie…muszę jakoś wrócić do domu…oddam mu moją skórzaną kurtkę…co ja plotę, przecież nie mam skórzanej kurtki ani na sobie, ani w ogóle! Posprzątam bar…a w tym czasie ktoś poderwie mi  dziewczynę! Czułem, jak oblewam się zimnym potem. Co robić, co robić? Po długiej chwili milczenia (dlaczego, dlaczego tak długiej?), marszcząc z namysłem brwi – dziewczyna odmówiła. Odetchnąłem. Na szczęście  nie była łakoma. Albo nie lubiła słodyczy.

Właśnie zastanawiałam się, czy nie ulec gorącym namowom chłopaka i nie skusić się na drugie ciastko, gdy przytomnie przypomniałam sobie o moim wiecznym odchudzaniu. Bohatersko, acz z pewnym trudem, odmówiłam. Wtedy  on spytał, czy lubię poezję, bo jeśli tak, to mi chętnie coś zadeklamuje. Czy lubię poezję??  O, Jezusiczku, uwielbiam. Sama też uważam się niejako za poetkę i to poetkę, która z chęcią deklamuje nie tylko swoje utwory , ale i  innych autorów. Z entuzjazmem więc zgodziłam się. Gdy zaczął, myślałam, że śnię. Z przerażeniem rozglądam się dookoła sprawdzając, czy ktoś nas słyszy. Na początku nikt nie zwrócił uwagi, że dzieje się coś niezwykłego, ale chłopak  powoli się rozkręcał. Recytował coraz głośniej i z coraz większym zapałem. Ludzie obok ze zdumienia zamilkli, patrzyli na nas z zaciekawieniem, potem współczująco  i w końcu w pośpiechu przenieśli się w drugi koniec baru. Byliśmy na dyskotece w największym, najbardziej obleganym klubie w mieście, wokół nas bawiła się rozochocona młodzież a chłopak, z którym byłam, z przejęciem, pełna piersią, przekrzykując rozbawiony tłum deklamował jeden z najbardziej wstrząsających wierszy – „Do obywatela Johna Brown” C. K. Norwida! Nareszcie przestał, a ja z nadzieja pomyślałam, że to koniec występu. Ale on tak się rozkręcił, że chciał mi teraz – zaśpiewać!. Gdy zaczął arię „Ten zegar stary sprzed stu lat…” ze „Strasznego Dworu” myślałam, że zemdleję. Na szczęście speszyła go panująca wokół cisza…

„Jezu, jak ją zabawić?” myślałem gorączkowo. To niezjedzone ciastko chyba mi zupełnie odebrało rozum, bo zacząłem recytować mój ukochany, ale zupełnie nienadający się – jak się dużo później połapałem – w tym miejscy do recytacji wiersz. Ale ponieważ sprawiała wrażenie zachwyconej,  więc gdy skończyłem, od razu zacząłem śpiewać moją ulubiona arię z opery „Straszny Dwór”. Byłbym ją odśpiewał do końca a potem może przeszedł na lżejszy repertuar, ale zastanowiła mnie panująca wokół cisza…

***

Na pierwsze spotkanie nie przyszłam. Zaspałam. Odszukał mnie nie wiedząc, gdzie mieszkam, gdzie pracuję, jak się nazywam. Po trzech tygodniach zaproponował mi małżeństwo. Po roku wzięliśmy ślub. Jesteśmy razem już 33 lata.
Mój mąż okazał się największym łakomczuchem, jakiego znam, więc gdy kupowałam ciastka, zawsze sprawiedliwie dzieliłam:  to dla Ciebie, to dla mnie.  A po trzech latach: to  dla Ciebie, to dla Synka a to dla mnie…i po kolejnych dwóch – to dla Ciebie, to dla Synka, to dla Córeczki a to dla mnie…
A za tamten dyskotekowy występ perfidnie się zemściłam przez kilka lat wyśpiewując na cały głos wszystko, co tylko przyszło mi do głowy.
Kto mnie zna, ten wie, że okrutniejszej zemsty nie mogłam wymyślić…

Twoja cisza

TWOJA  CISZA

Cisza w Tobie. Jak spokojnie.
Nie ma szaleństw, co upojne
Świat Ci kiedyś zasłaniały,
Niezwykłością czarowały.

Oczy masz przymknięte sennie,
Usta lekko uśmiechnięte.
Leżysz miękko na poduszkach,
A przy Tobie dobra wróżka.

Teraz wolniej bije serce,
Teraz jabłka w salaterce,
Teraz myśl swobodniej płynie.
Teraz życie Cię nie minie.

Pragnienie

P R A G N I E N I E

Chciałabyś tańczyć na  pachnącej trawą, jedwabiście miękkiej polanie. Poczuć pod bosymi  stopami  całą słodycz przepełniającej cię coraz bardziej radości. Delikatnie  muskać spragnionymi ustami złociste krople marzeń zaklęte w kwiatach mleczu. Czuć tchnienie wiatru we włosach  mokrych od porannych kryształków rozedrganej rosy. Odgarniać z roześmianej twarzy pajęczynę tkaną mlecznymi westchnieniami. Widzieć w szmaragdowych wodach jeziora odbicie swoich roziskrzonych szczęściem oczu.
Chciałabyś zachować w sobie na zawsze zachwyt nad otaczającym cię światem.

I już nigdy  nie musieć otwierać  ciężkiej bramy prowadzącej  do nie  twojego świata.

Mgła

MGŁA

Była waniliowym tchnieniem,
Delikatnym muśnięciem słodkiego pocałunku,
Wilgotnym uchwyceniem.
Otuliła cię miękką puszystością,
Zamknęła w olśniewającej nieprzezroczystości,
Wzięła  w posiadanie,
Cudowne ukołysanie
Jakby chciała, aby na świecie była tylko ona
I Ty.

Poddałaś się jej pieszczocie,
Delikatnym opływaniem niewidocznych kropelek.

Twoje włosy  zlepiły się w jedną całość,
Twoje usta nabrzmiały wilgocią,
Twoje dłonie głaskały mleczną nieuchwytność.

Splotłyście się w tkliwym objęciu,
Łagodnym wirowaniu,
Beztroskim wzlatywaniu.
I miałaś w sobie lekkość,
Błękitną  uległość,
Radosną  siłę istnienia.

Zrobiłaś krok i weszłaś w kwietną łąkę.

JESIENNE MARZENIA

JESIENNE  MARZENIA

Wstąpiłaś w jesień jak w magiczną baśń.
Otulił cię szelest purpurowych liści,
Złocistość zamglonego słońca,
Szarość poranka.

Omotałaś się feerią barw,
Promienistymi rozświetleniami,
Drgającymi przytuleniami.

Twoje serce było jesiennym rozmarzeniem,
Twoje ciało było tęsknym odlotem ptaków,
Twoje włosy były pajęczą delikatnością .

Chciałaś zamglić oczy barwami liści,
Chciałaś wznieść się z ptakami w niebo,
Chciałaś otulić się ulotną kruchością.

Miłosnymi westchnieniami pożegnałaś jesień.