Moje cztery żywioły

CZTERY  ŻYWIOŁY – PRELUDIUM

Pokornie się kłaniam wszystkim mym żywiołom
Co we mnie gorzeją zgodnie z Nieba wolą.
Każdy mnie spowija, roznieca na nowo
Życie moje barwi wstęgą purpurową.

Jeden jest jak mocarz, jak wieczyste trwanie
Czerpię więc od niego życia miłowanie.
A gdy już nie będę, w nicość się obrócę
Wiem, że swoją miłość w życiu Bliskich zwrócę.

Drugi jest jak tchnienie, jak  mgiełka przestworzy
Która mnie otuli, ciszą swą otoczy.
Lecz wiem, że ta mgiełka, to zefira tchnienie
Zamienia się dla  mnie w kakofonii brzmienie.

Trzeci jest jak olbrzym wiecznie niespokojny
Co wbrew swym pragnieniom nigdy nie jest wolny.
Ale choć w wolności, w dzikości głuszony
To przecież do końca nie jest ujarzmiony.

Czwarty jest jak lśnienia, jak błyski tajemne
Które są w powabie, w swym przepychu zmienne.
Ten ostatni żywioł sercu mi najbliższy
Więc go w sobie noszę jak brylant najczystszy.

Gdyby nie żywioły – sobą bym nie była,
Może by być taką tylko bym marzyła
Dlatego się teraz im z wdzięcznością kłaniam
I w duszy głęboko na zawsze się bratam.

 

PIERWSZY  ŻYWIOŁ – ZIEMIA

„…Jeden jest jak mocarz, jak wieczyste trwanie
Czerpię więc od niego życia miłowanie.
A gdy już nie będę, w nicość się obrócę
Wiem, że swoją miłość w życiu Bliskich zwrócę…”

Gdy swe soki we mnie wsącza tak miłośnie
Czuję, jak jej siła ogarnia mnie, rośnie
W całej duszy mojej, w całym mym istnieniu
I będzie na stałe w życia mego mgnieniu.

Teraz nic na świecie nie jest dla mnie trudem
Teraz  strach zatrzymam, demony wyprzędem
Z rydwanów, co we mnie pędzą jak szalone
I odrzucę w wieki na zawsze minione.

I tak mocna, władcza będę dumnie trwała
Mając miłość, siłę, com od niej dostała.
Nikt nie złamie drzewa, które  rośnie we mnie
Bom od Ziemi wzięła najtwardsze korzenie.

A gdy kiedyś czas na mnie przyjdzie nieumkniony
Przywitam go mężnie z czołem podniesionym
Bo to dzięki Ziemi, sile jej, mądrości
Przekazałam Bliskim pałeczkę miłości.

 

DRUGI  ŻYWIOŁ – POWIETRZE

„…Drugi jest jak tchnienie, jak  mgiełka przestworzy
Która mnie otuli, ciszą swą otoczy.
Lecz wiem, że ta mgiełka, to zefira tchnienie
Zamienia się dla  mnie w kakofonii brzmienie…”

A więc się unoszę w błękitu westchnieniach
Płynę coraz śmielej w ciepłych przytuleniach
I nic, co złe było, we mnie nie zostało
I wszystko, co piękne, we mnie różowiało.

Więc przymykam oczy, w sobie mam jaśnienia
Bo oto przestworza spełniły marzenia
I jak Feniks baśniowy po niebie szybuję
A szczęście jest we mnie, tak życie miłuję.

Ale gdy przestworza zamykają progi
Spadam coraz niżej, na cierniste drogi
Wokół się unosi nie moja muzyka
I trwoga okrutna ciało me przenika.

Lecz cóż, że na chwilę cisza we mnie gaśnie
Cóż, że myśl przewrotna radość moją kradnie
Jak Feniks z popiołów światło me powstanie
I znowu się zacznie w przestworzach wznaszanie.

 

TRZECI  ŻYWIOŁ – WODA

„…Trzeci jest jak olbrzym wiecznie niespokojny
Co wbrew swym pragnieniom nigdy nie jest wolny.
Ale choć w wolności, w dzikości głuszony
To przecież do końca nie jest ujarzmiony…”

W spokojność zmuszona płynę tak powoli
Jakby już na zawsze Hypnos mnie zniewolił
Jakby już me ciało było ujarzmione
Jakby me uczucia były ukojone.

Lecz próżno dać wiarę złudzie jedwabistej
Na próżno uwierzyć wodzie przezroczystej
Dzikości głuszonej nie da się oswoić
Burz, które szaleją, nic nie wyspokoi.

Wody ujarzmione uwolnią swą lorę
Ciało ujarzmione przerwie snu zaporę
To, co tak głuszone, znów sobą się stanie
I na powrót będzie uczuć wirowanie.

Trwam więc w powolności, trwam w swojej dzikości
A one się łączą w pragnieniach wolności.
Jednam w dwóch postaciach, w tysiącznych odcieniach
- Bo taką mnie właśnie stworzył Pan Istnienia.

 

CZWARTY  ŻYWIOŁ – OGIEŃ

„…Czwarty jest jak lśnienia, jak błyski tajemne
Które są w powabie, w swym przepychu zmienne.
Ten ostatni żywioł sercu mi najbliższy
Więc go w sobie noszę jak brylant najczystszy…”

Żarem gorejącym ogarnia me ciało
Sprawia, że porywów jest mi wciąż za mało
Więc tańczę w płomieniach, ognie mnie splatają
Pragnienia tajemne w serce się wkradają.

Wtedy wszystko znika, nic nie pozostaje
Jeszcze żar ogniska ciepło swe oddaje
I już ciemno wokół, już mną zimno włada
Już Nefele chmury w moje dłonie wkłada.

Ale w duszy mojej wciąż płomienie drgają
I Księciu Ciemności blasków nie oddają
Więc znów jestem Brigid, znów tańczę w płomieniach
Znowu  w moim sercu są tajne pragnienia.

Jakże mam nie kochać żywiołu czwartego
Który jest spełnieniem życia żarliwego?
I choć raz  w przepychu, raz w piekle się rodzi
To mnie z nim złączeniem płomiennym uwodzi.

Dodaj komentarz

Wymagane pola są oznaczone *.