Zjawiasz się…

ZJAWIASZ  SIĘ…

Zjawiasz się  w snach miękkich jak puch biały
Sprawiasz, by na niebie gwiazdy migotały
A ich blask świetlisty przenikał pokoje
I gdzieś w dal odeszły wszystkie życia znoje.

Lecz jesteś złudzeniem, kruchą marą senną
I tak, jak złudzenie ciągle jesteś zmienną
Raz jesteś Aniołem, raz Diabłem wcielonym
Raz Uwodzicielem, raz Gniewem szalonym.

Do serca przytulasz słodkie miłowanie
By zaraz odrzucić miłe całowanie
A potem uwodzisz miodnymi słowami
By w chwili następnej być grzmotów gniewami.

Kimże więc Ty jesteś gdy tak w snach przychodzisz?
Dlaczego się gniewasz i kogo uwodzisz?
Komu się  pojawiasz a komu wciąż znikasz?
Czemu jest Cię wielu i jawy unikasz?

Anioł i diabeł

ANIOŁ  I  DIABEŁ

Anioł i diabeł walczą o mą duszę
Lecz ja jednego i drugiego kuszę
Roztaczam dla nich  szkiełka purpurowe
Motam na oczach wstęgi kolorowe.

Anioł mnie woła, przyciąga do siebie
Pragnie, aby było mi z nim tak jak w niebie
By życie moje płynęło jak spokojne wody
Bym w jego ramionach szukała osłody.

Diabeł się sroży, wabi, przekonuje
Nieznane rozkosze dla mnie wynajduje
Mówi, że tylko przy nim zaznam uwielbienia
I jedynie dla mnie świat w cuda przemienia.

A ja jednego i drugiego łaknę
Chcę, aby obaj byli cali dla mnie
Więcej obiecuję, jeszcze bardziej nęcę
I wiem, że jak bluszczem się nimi okręcę.

I czuję, żem teraz jest słodka jak anioł
A w wirze diabelskim tańczy we mnie żywioł
I teraz obu jestem poślubiona
Bom tak się zrodziła, bom tak jest stworzona.

Kobieta ze snów

KOBIETA  ZE  SNÓW

W poświacie księżyca, w senności zamglonej
Była jako Venus z piany roztańczonej
Nagość smukłą dłonią lekko osłaniała
Obietnicą cudnych rozkoszy zwabiała

Była Twym marzeniem, fantazji spełnieniem
Tajemniczym czarem, zmysłów upojeniem
Jak Anioł skrzydlaty oplotła Twe ciało
W pragnieniach, by szczęścia było Ci wciąż mało

A potem jak burza szaloną się stała
Z oczu błyskawice zuchwałe ciskała
Palce rozedrgane dłoni Twych szukały
Usta nienasyte gwałtem całowały

Raz była pokorą, raz czarcim tańczeniem,
Miękkością jedwabiu, syrenim kuszeniem
Raz mocno tuliła, raz Cię odpychała
Raz nienawidziła, raz mocno kochała

Aż się zatraciłeś w zmysłów upojeniach
I już nie wiedziałeś, co było w marzeniach
Czy była prawdziwą, czy ze snu Kobietą
Czy była istnieniem, czy tylko podnietą ?

Miłości zamglenia

MIŁOŚCI  ZAMGLENIA

Patrzysz w jej oczy  miłością zamglone
Całujesz jej usta czułości spragnione
I wiesz, że jest niesyta uniesień srebrzystych
I pragniesz ją kochać w  dziewannach złocistych.

Chcesz jej ofiarować, co masz najlepszego
Obdarzać skarbami  uczucia swojego
Bo tak, jak Ty kochasz, nikt jeszcze nie kochał
Nikt za nią z tęsknoty tak bardzo nie szlochał.

Jest Twoją Boginią,  Księżniczką, Aniołem
Całym Twoim życiem, chlebem na Twym stole
To dla niej byś oddał wszystkie świata cuda
To dla niej w Twym sercu gra raju etiuda.

Więc teraz smakujesz jej ciało spragnione
Wtulasz się we włosy gwiazdami świetlone
Razem się wznosicie w miłości zamglenia
I dla Was są tylko rozkoszy olśnienia.

Huśtawka

HUśTAWKA
Huśtawka unosiła mnie wysoko, wysoko…aż pod samo niebo. Czułam, jak wiatr rozwiewa mi włosy, jak delikatnymi pocałunkami różowi moje policzki. Ziemia została gdzieś daleko, w tyle, gałęzie drzew usiłowały objąć mnie swoimi zachłannymi palcami. Ale ja mknęłam, mknęłam…
Jeszcze trochę…za chwilę… wyciągnę rękę i porwie mnie nieznany, błękitny świat. Mgiełką zatańczę na puszystych chmurkach, a potem rozświetlę włosy srebrem księżyca, blaskiem gwiazd…
I od lat czekający na mnie anioł przytuli mnie obdarzając siłą, której nigdy nie miałam, i polecimy jeszcze dalej, jeszcze wyżej…w nieskończoność…
Huśtawka zatrzymała się na moment, na jedno upragnione mgnienie…Zamknęłam oczy w trwożnym oczekiwaniu…już zaraz…teraz…
Wróciłam na ziemię

Anioł

ANIOŁ

Był przepiękny jak marzenie.
Zdawał mi się lekkim tchnieniem,
Które niebo mi przysłało
Gdy me ciało z bólu drżało.
Pojawił się jak mgła mleczna
Jak istota tak bajeczna
Że uwierzyć w nią nie mogłam,
Choć błagałam o nią co dnia.
Oczy jak len miał błękitne,
Usta miękkie, aksamitne,
Włosy jak promienie słońca.
Był miłością, co bez końca
Wszystkich swym uczuciem darzy.
Jeśli życie w kimś się żarzy
On na ogień je rozpala,
W nicość odejść nie pozwala.
I stał przy mnie, tak urodny,
Taki dobry, tak nadobny.
Spytać o coś jego chciałam
Lecz nie mogłam. Lecz się bałam.
Bo co będzie, gdy odpowie:
„Tak, twój płomyk zgaśnie w tobie”?
Jeszczem na to nie gotowa,
Jeszczem w myślach kolorowa.

Anioł ujął dłoń mą słabą,
Twarz scałował napotniałą.
Potem drżenia me ukoił
I złe myśli wyspokoił
Mówiąc śpiewnie: „Moja miła,
Twoja nić się nie skończyła.
Siłę w sobie masz niezwykłą,
Zwalczać co złe tyś nawykłą.
Zastań tutaj. Bądź nadzieją
Dla tych wszystkich, co wątpieją
W swoje siły, w życie swoje,
W których ciągłe niepokoje”.

Anioł odszedł.
Był marzeniem.
Był jak marzeń mych spełnienie.