Jak tu miło

JAK  TU  MIŁO

Jak tu cicho, jak miło
W liściach coś szeleściło
Wiatr leciutkim tchnieniem musnął
Gdzieś w zaroślach kicia mrugnął.

Lato ciepłem swym przytula
Marzeniami w duszę wtula
Złotem sypie w miękkie włosy
W darze ma korale z rosy.

Tak tu słodko na tej ławce
Chce się dać rozbawić kawce
Razem skrzydła z nią rozpostrzec
Świat łagodny w sercu dostrzec.

Zabroń mi, Boże

ZABROŃ  MI,  BOŻE

Zabroń mi, Boże, tańczyć w promieniach
Z wiatrem wirować w najsłodszych westchnieniach
Jak motyl modry wtapiać się w przestworza
Pląsać z obłokami, gdzie migocze zorza.

Zabroń mi, Boże, w muzykę się wtulać
I całą siebie jej puchem otulać
Aż drżące ciało podda się marzeniom
A szelesty pragnień rozśpiewanym echom.

Zabroń mi, Boże, mą poezję pisać
Duszę i tęsknoty dla innych odkrywać
Tworzyć strofy cudne dla serca każdego
Oddać, co najlepsze, z żaru swojego.

Zabroń mi, Boże, kwiaty wpleść we włosy
Biegać w zachwyceniu tam, gdzie złote kłosy
Suknię z maków włożyć jak królewską szatę
Mieć z łąki i lasów przecudną komnatę.

Zabroń mi, Boże, każdą chwilę kochać
Do świata, do ludzi z radością uśmiechać
Schylać się w miłości nad każdą cząsteczką
I być choć przez chwilę jak z bajki księżniczką.

Nie, nie broń mi, Boże….bo to życie moje.

Gdym ciało me splotła…

GDYM  CIAŁO  ME  SPLOTŁA...

Gdym ciało me splotła razem z ciałem Twoim
Gdyś żar moich zmysłów w gwiazdach wyspokoił
Gdy krople miłości roszą nasze czoła
Uwierz, że mnie Tobie nikt zabrać nie zdoła.

Leżę w Twych ramionach Tobą przepojona
A każda myśl moja jest Tobą przyśniona
I bliżej nikogo być bardziej nie mogę
Bo to Ty mi dałeś życia swego drogę.

Mówisz, żem świat cały Tobie przesłoniła
Pragniesz, bym się sobą z Tobą wciąż dzieliła
Szepczesz, że za bardzo, że za mocno kochasz
Że bardziej niż Ty mnie kochać nikt nie zdoła.

Lecz tylko dla Ciebie moje serce bije
I tylko dla Ciebie do raju się wzbiję.
Bom ja życie moje z Twoim zaplątała
Tak, jak uniesienia splotły nasze ciała.

Tafla

TAFLA

Stałam otoczona kojącą ciszą. Na gładkiej tafli jeziora nie było ani jednej zmarszczki, wiatr nie śmiał głośniej odetchnąć, nawet ptaki milczały osowiałe.
Nagle poczułam delikatny  dotyk wiatru. Tatarak lekko zakołysał, drzewa  zadrżały, jakby  budząc się zza długiego snu. Słońce, dotychczas zamglone, powoli, nie spiesząc się, rozjaśniało się coraz mocniejszym blaskiem. Gdzieś w listowiu nieśmiało zaśpiewał ptak.
A potem chmury, rozświetlone złotym blaskiem słońca, zgęstniały, ściemniały. Najpierw przeciął je pojedynczy wąż błyskawicy, potem drugi, trzeci…. aż całe niebo rozszalało się, rozhuczało grzmiącymi piorunami.
Jezioro rozkołysało się, fale, pędzone coraz silniejszym wiatrem, wznosiły się coraz wyżej, wyżej…aż pod samo przerażone niebo. Ptaki umilkły strwożone, by za chwilę rozkrzyczeć się rozpaczliwie.
Rozszalały wiatr wziął mnie w swoje posiadanie, targał mi włosy, rozrywał na strzępy sukienkę, zatykał oddech. W moje serce raz za razem biły pioruny, żywioły wniknęły w każdy nerw mojej duszy, w każdą cząsteczkę mojego ciała.

Tysiąc razy umierałam i tysiąc razy zmartwychwstawałam.

A w ustach miałam smak piołunu. A w uszach miałam słodkie brzmienia.
———-
Oddaj mi serce moje, przyjaciółko.
Oddaj mi  duszę moją, przyjacielu.
Oddajcie mi ciszę moją.
———-
Wiatr zaczął przycichać, chmury się rozstąpiły, słońce przymgliło. Ucichł krzyk ptasi. Tafla jeziora wyrównała się jak gładki jedwab.
W sercu moim, w duszy mojej nastała cisza.

Anny dary Przyjaźni

ANNY  DARY  PRZYJAŹNI

Dziękuję Ci za to, żeś mnie żyć uczyła,
Pokazała ścieżki, o jakich nie śniłam,
Swą do mnie Przyjaźnią na zawsze sprawiłaś
Że za sobą  węzły, burze zastawiłam.

Z miłości uplotłaś cokół tak wysoki
By mnie nie dosięgły złe losy, złe drogi.
Wlałaś w moją duszę siłę i rozwagę,
Radość i pragnienia, dumę i odwagę.

To z Tobą się śmiałam w dni smutne, posępne
Boś złe myśli chciała odegnać ode mnie.
A gdy dni  słoneczne, złociste nastały
W takt  wspólnej radości dusze nasze grały.

Jak tego dokonać, by tak właśnie było
Tyś mnie wciąż uczyła -  i to się zdarzyło.
Teraz dzięki Tobie bliskich mi obdarzam
Tym, co w  darze pięknym od Ciebie dostałam.

Zbyt ostrożny

ZBYT  OSTROŻNY

Czemu jesteś tak ostrożny?
Czemu jesteś tak nabożny?
Czytasz z moich ust pragnienia
I na próżnię je zmieniasz.

Czasu mało nam zostało
Więc gdy pali dusza, ciało
Nie powstrzymuj myśli swoich
Niech roztańczą się do woli.

Wypleć z marzeń dni czarowne
Z dłoni uczyń piu kunsztowne
Pozwól się obłąkać zmysłom.
Nie daj, by pragnienie prysło.

Nie patrz na mnie tak zdziwiony
W duszy jak ja Tyś szalony
Więc gdy mówię „nie”, nie słuchaj
Zamień je na „tak” – i w nie się wsłuchaj.

Ewa

 EWA
dla mojej cudownej współlokatorki Ewy R. z sanatorium w Ciechocinku

Wpadła jak burza, gdy ja leżałam
I w planie robić już nic nie miałam
W cieplutki kocyś się owinęłam
I właśnie z rozkoszą sobie ziewnęłam.

W ten to czas cudny coś w drzwi walnęło
Coś zaszurało, coś gdzieś grzmotnęło.
Ledwie zdążyłam otworzyć oczy
Gdy ktoś niezwykły do mnie doskoczył.

„Ja Ewa jestem” – rzecze Energia
I z ciekawością swą na mnie zerka
„A ja Marzena” powiadam cicho
Myśląc zdumiona: „Cóż to za licho???”

Bo zanim dobrze jej się przyjrzałam
To już jej nie było tam, gdzie ją widziałam.
Przecieram oczy, patrzę wokoło
I ze zdziwienia pocieram czoło.

Nadążyć wzrokiem za nią nie mogę
Patrzę na łóżko, ścianę, podłogę
Moja Energia już wszędzie była
I rozpakować się też  zdążyła.

Ja leżę nadal, nie chcę się ruszyć
Bo po co w energię tę się zanurzyć
Gdy pod kocysiem tak mi milutko,
I tak spokojnie, tak bardzo cieplutko?

Ale nic z tego! Moja Ewunia
W biegu krzyknęła: „do zobaczenia!
I do lekarza wnet poleciała.
Część jej energii w pokoju została.

Więc chociaż nie chcę, chociaż się bronię
To już jej werwa dopada do mnie
I sama nie wiedząc, jak to się stało
W trudnych ćwiczeniach wyginam ciało.

I znów do pokoju ta burza wpada
„Skończyłaś ćwiczyć?” – i wzrokiem mnie bada
„No więc przestajesz. Na dziś wystarczy.
Mam inne plany. Idziemy tańczyć!”

O, losie dobry! Co tu się dzieje?
Gdzie jest mój kocyś, co cudnie grzeje?
Dlaczego nie mogę  lenić się błogo
Tylko podążać mam za tą pożogą?
Lecz myśleć długo mi nie pozwala
Moja Ewunia, nad sobą użalać.
Rzuca mi kurtkę, buty i czapkę
„Ubieraj się szybko, nim zgaszę lampkę”.

Więc już na schodach kurtkę zapinam
I chociaż w duchu trochę się zżymam
To tak naprawdę  z tego się cieszę,
Że mam w Ewuni tak bratnią duszę.

Nadziwić tylko tu się nie mogę
Jak szybko polubiłam taką pożogę
Co w dwie godziny przewrót zrobiła
W lenistwie  mym błogim -  i też mnie polubiła.

Któregoś razu, gdy znów leniwie
Na łóżku leżę, Ewa nieckliwie,
Z chochlikiem w oczach na mnie spojrzała
„Patrz, robię świecę” – tak zawołała.

I już na podłodze ćwiczyć zaczyna
Plecy na płasko, w górę nożyna
A potem do niej dołącza druga.
Jak drut jest świeca! To Ewci zasługa.

„Niedoczekanie!” tak myślę sobie
„Ja też taką świecę z łatwością zrobię”.
Lecz z łóżka zejść mi się nie chce wcale
„Na nim też wyjdzie mi doskonale.”

„Złaź z tego łóżka, zejdź na podłogę”
Krzyknęła Ewcia, lecz ja nic nie robię
Sobie z przestrogi tej przecie mądrej
I  się do świecy zabieram ostrzej.

Nieźle mi idzie, jak na początek:
Nóżki do góry powoli ciągnę,
Już prawie świeca piękna zrobiona
Lecz cóż to? Moja pozycja raptem zmieniona!

Nogi się z hukiem walą na stolik
Co na nim wiśniowa herbatka stoi.
A potem ląduję na twardą podłogę.
Oj, dobrą dawała Ewcia przestrogę!

Bo wszystko jest już w wiśniowe esy:
I stolik, i kapcie, i pościel, i dresy.
Lecz gdy mą przyjaciółką podłoga teraz
Ewcia już sprząta, i wszystko to naraz.

Nim się podniosłam, całość sprzątnęła
I do roboty swojej stanęła.
Bo ta Energia to też jest artystka:
Kwiaty z papieru tworzy, florystka.

A jajka jakie ze wstążek plecie!
Nie, takich jajek nie ma na świecie!
Gdy ja w rozkoszy lenistwa się pławię,
To moja Ewcia pracuje wytrwale.

Już ozdobiła łóżka kwiatami
I stolik, ściany, nawet firany.
I tak tu u nas pięknie jak nigdzie:
Każdy podziwia, kto do nas przyjdzie.

A jakby  tego było jej  mało,
To jeszcze szkoli naszą grupę całą.
Ciągle więc u nas ktoś przesiaduje
I co w kwiatach zleci, to wykonuje.

A gdy im Ewcia nauki  daje -
Ja  tkwię w  lenistwie soim wytrwale.
Lecz choć niby różne, to jednak podobne:
I tańczyć kochamy, i w humor zasobne.

Ewo, dziękuję Ci za te chwile
Które niezwykłe były, przemiłe.
I choć nie wiadomo, kiedy się spotkamy
To przyjaźń  do siebie przecież zachowamy.

Siostro moja, brzozo

SIOSTRO MOJA, BRZOZO
Przytul mnie do serca
Siostro moja, brzozo.
Gałęziami  opleć
Mą spragnioną duszę,
W ciało wlej otuchę,
Utul trwożne żale,
Rozgoń czarne chmury.

Każ zamilknąć burzom,
Rozświetl gwiazdą niebo,
Dzień ozłoć promieniem,
Rozpal krew gorącą.
Pozwól szaleć zmysłom,
Rozwiruj tęsknotę,
Roztańcz w szybkim rytmie.

Spraw, by me marzenie
Stało się…spełnieniem.

Duszy wirowanie

DUSZY WIROWANIE

Tańczysz w mojej duszy jak na kwietnej łące
Pieścisz czułe struny, których tam tysiące
Głaszczesz kwiaty marzeń, żarem je rozpalasz
I odejść od siebie już mi nie pozwalasz.

Czuję, jak się wtapiasz w każde me pragnienie
I widzisz, jak bardzo nie jest tylko tchnieniem
Więc je w sobie niesiesz, zabierasz jak swoje
I otwierasz dla mnie duszy swej podwoje.

Teraz ja odkrywam ścieżki Twe tajemne
I widzę, jak mocno z mymi są wzajemne
Każde uczuć drżenie, każde miłowanie
Jest Twoim i moim wspólnym przeżywaniem.

Nie wiem, skąd się wzięło to dusz zespolenie
Co jest Twoją prawdą, co moim marzeniem.
Więc idę do Ciebie w tańca wirowaniu
I na zawsze chcę być w tym pięknym kochaniu.