Zjawiasz się…

ZJAWIASZ  SIĘ…

Zjawiasz się  w snach miękkich jak puch biały
Sprawiasz, by na niebie gwiazdy migotały
A ich blask świetlisty przenikał pokoje
I gdzieś w dal odeszły wszystkie życia znoje.

Lecz jesteś złudzeniem, kruchą marą senną
I tak, jak złudzenie ciągle jesteś zmienną
Raz jesteś Aniołem, raz Diabłem wcielonym
Raz Uwodzicielem, raz Gniewem szalonym.

Do serca przytulasz słodkie miłowanie
By zaraz odrzucić miłe całowanie
A potem uwodzisz miodnymi słowami
By w chwili następnej być grzmotów gniewami.

Kimże więc Ty jesteś gdy tak w snach przychodzisz?
Dlaczego się gniewasz i kogo uwodzisz?
Komu się  pojawiasz a komu wciąż znikasz?
Czemu jest Cię wielu i jawy unikasz?

Starsze panie z liliowymi bukiecikami

STARSZE  PANIE  Z  LILIOWYMI  BUKIECIKAMI

Od czasu do czasu spotykałam je w autobusie. Wsiadały ostrożnie, delikatnie stawiając stopy na stopniach autobusu, jakby w obawie o swe kruche ciała. Zawsze były ubrane w eleganckie, granatowe kostiumy, białe bluzki- czasem z żabotami, czasem z koronkowymi kołnierzykami- a do klap marynarek przypięte miały maleńkie bukieciki fiołków. Wokół nich unosił się delikatny zapach konwalii. Ich twarze o misternie rzeźbionych rysach rozpogadzał spokojny, ciepły uśmiech, a w oczach igrały im chochliki. Wyglądały jak łagodne anioły, rozsiewając wokół siebie coś nieuchwytnego, ulotnego- może to właśnie ta łagodność, może pogodzenie się z mijającym czasem, a może spokój oczekiwania na to, co nieuniknione…
Uwielbiałam te starsze panie. Zawsze na przystankach rozglądałam się, czy nie wsiadają. Tęskniłam za ich widokiem, za tym czymś, co zawsze niezmiennie im towarzyszyło.
Czasem wsiadały- każda oddzielnie, w inny autobus, w innym czasie. I od razu czułam, jak cichły wszystkie moje burze, jak otula mnie miękka łagodność, a moje serce ogrzewają ciepłe promienie.
Przyrzekłam sobie wtedy, że gdy kiedyś ja sama będę taką starszą panią, zawsze będę ubierała się w granatowe kostiumy z białymi bluzkami a w klapy marynarki będę przypinała maleńkie bukieciki fiołków. I zawsze będę pachniała konwaliami…

Chociaż jestem już starszą panią, nie mam jeszcze granatowego kostiumu ani białej bluzki z żabotem, w kalpy marynarki nie przypinam bukiecika fiołków i nie pachnę konwaliami. Ale bardzo się staram, aby na mojej twarzy zawsze gościł życzliwy uśmiech a w oczach igrały  chochliki.
…A zapach konwalii na zawsze pozostał jednym z moich ulubionych zapachów…