Jaśminowe niezapomnienie

JAŚMINOWE  NIEZAPOMNIENIE

Jakże mogę o Tobie zapomnieć
Gdy mi jaśmin  pachnie pod oknem
I mnie białą słodyczą całuje
A z nim świat cały cudnie wiruje?

Gdym wracała z bytu – niebytu
Pełna lęku, złorzeczeń i krzyku
Gdym w proteście wznosiła ramiona
Byłam w gniewie swym nieujarzmiona.

Wtedy jaśmin motylem mnie musnął
Wonią cudną z przestworzy nadpłynął
Słone łzy mi scałował z policzków
Dał tysiące miłosnych dotyków.

I pogodził mnie z losem nie moim
I spokojem obdarzył mnie swoim
Dał mi siłę i słodkie wspomnienia
I na powrót przywrócił marzenia.

Jakże mogę o Tobie zapomnieć
Gdy mi jaśmin Twój pachnie pod oknem?

Sny złote

SNY ZŁOTE

Otulam się w sny złote piękne jak marzenia
Poddaję się muśnięciom miękkim jak pieszczenia
W mych zamkniętych oczach świat cudnie wiruje
A spragnione usta dobry mag całuje.

To jest moja bajka, mój ogród wyśniony
Moje przeznaczenie, mój raj utajony
Zamykam w nim siebie, zapadam jak w puch
Choć wiem, że to złudy jest tajemny okruch.

Jeszcze mam sen w sobie, jeszcze płynę w niebie
A już czuję, jak giną złociste jedwabie
I na powrót jestem w świecie pełnym kwiatów
I kocham me życie jak woń aromatów.

Tyle gwiazd…

TYLE  GWIAZD…

Tyle gwiazd nieznanych do odkrycia
Tyle dróg rozstajnych do zdobycia
Tyle słońc gorących do ogrzania
Tyle nocy miodnych do kochania

Jak cudownie jest smakować każdą chwilę
W blaskach złotych tańczyć jak motyle
Z traw scałować smugi księżycowe
Wtulić wargi w czyjeś usta malinowe

…Czuć na twarzy krople deszczu aksamitne
W dłoniach trzymać szczęście czterolistne
Dać zaplątać się wiatrowi w jasne loki
Przywdziać zamiast sukni dwa obłoki

Tyle dni rozkosznych do przeżycia
Tyle snów świetlistych do prześnicia
Tyle w sercu żarliwego miłowania
Tyle uczuć słodkich do wyznania…

Patrzę w Twe oczy

PATRZĘ  W  TWE  OCZY

Patrzę w Twe oczy głębokie jak morze,
Odgarniam dłonią kosmyk z Twego czoła
I wiem, że  w sercu mym są dla Ciebie zorze
I czuję, że nikt mi Ciebie odebrać nie zdoła.

Kiedy  w pragnieniach tulisz mnie do siebie
Jesteśmy jednym, choć dwa ciała mamy.
I tak nam jest pięknie, tak srebrnie jak w niebie
A czas, który mija, w sobie zatrzymamy.

Słodko wtopieni w jedną ścieżkę bycia
Każdą z dróg innych pójść nam za daleko.
I nie ma dla nas już bez siebie życia
Gdy nasze łodzie płyną wspólną  rzeką.

Więc całuj mnie mocno na nocy uśpienie.
Bym o Tobie śniła, otul puchem białem
Bo jak Ty dla mnie, tak  jam Twym marzeniem
Bo jak ja dla Ciebie, tak Tyś mym kryształem.

A gdy już będę na szczycie…

A  GDY  JUŻ  BĘDĘ  NA  SZCZYCIE

A gdy już będę na szczycie
Gdy będę jaśniała  w zenicie
To ptakom się skłonię i drzewom
I pieśń im dziękczynną zaśpiewam.

Zatańczę w szuwarach z trzcinami
Skroń przyozdobię kwiatami
Szczęścia  obłoki scałuję
Uśmiechy jak  miód wyczaruję.

Z wiatrem  w przestworza popłynę
Zorzy blaskami owinę
Pić będę nektar z kielicha
I szeptać czułości do ucha.

Radością świat cały obdarzę
Serce w miłości rozmarzę
Słodyczą się swoją podzielę
Szarości tęczami rozbielę.

Szczęście

SZCZĘŚCIE

Szczęściem jest na mej kibici Twa dłoń opleciona
Cudna miłość Bliskich dla mnie przeznaczona
W sympatii doznane ciepłe przytulenia
I moich przyjaciół w kochaniu dośnienia.

Szczęściem jest kwiat biały rozkwitły na łące
Pajęczyny nici z kroplą rosy drżące
Wiatr tchnieniami swymi przestrzeń całujący
Koń z grzywą rozwianą miedzą cwałujący.

Szczęściem są gwiazdy w me włosy wplecione
Słońca promieniami ciało me sycone
Muzyki rozkosze drgające w mych zmysłach
Słodycz poezji w sercu mym zakwitła.

Szczęściem są istnienia cudowne doznania
Uczuć najpiękniejszych płomienne wyznania
Każdy dzień czekający, bym przeżyć go miała
I usta pragnące, bym je całowała.

Więc wielbię to szczęście całą duszą swoją
Bo jest mym marzeniem, duszy mej ostoją.
Im dłużej tu jestem, im dłużej tu żyję
Tym bardziej w  łaknieniu jego moje serce bije.

Jutrzenka

JUTRZENKA

Stała wśród ciemnej nocy bezbronna,
Naga i tęskna jako mgła jesienna
Oczu powieki  jeszcze mrużyła
Jakby się bała, jakby nadal śniła.

Lecz oto nadszedł czas powitania
Tego, co być ma, przed czym się wzbrania.
Ciemności nocy dniu ustępują
Księżyc w podzięce w srebro całują.

Ona już nie chce dalej się wzbraniać
Już pragnie być tu, już pragnie wchłaniać
W siebie, co los jej przyniósł w niezwykłym
Darze. Co było dla niej tak niedościgłym.

Nagość oblekła w złote promienie
Już w sobie nosi chwili pięknych mgnienie
I cała jest teraz dobrem najwyższym
I cała jest teraz szczęściem najczystszym.

Lecz nagle odrzuca złote promienie
Już nie chce być blaskiem, nie chce być lśnieniem.
Znów pragnie  schować się tam, skąd przybyła.
Już nie chce śnić o tym, o czym kiedyś śniła.

Zostało po niej serc nieukojenie
Zostało po niej duszy cierpienie
I myśl, że tam, gdzie się schowała
Jest to, czego naprawdę chciała.

Mgła

MGŁA

Była waniliowym tchnieniem,
Delikatnym muśnięciem słodkiego pocałunku,
Wilgotnym uchwyceniem.
Otuliła cię miękką puszystością,
Zamknęła w olśniewającej nieprzezroczystości,
Wzięła  w posiadanie,
Cudowne ukołysanie
Jakby chciała, aby na świecie była tylko ona
I Ty.

Poddałaś się jej pieszczocie,
Delikatnym opływaniem niewidocznych kropelek.

Twoje włosy  zlepiły się w jedną całość,
Twoje usta nabrzmiały wilgocią,
Twoje dłonie głaskały mleczną nieuchwytność.

Splotłyście się w tkliwym objęciu,
Łagodnym wirowaniu,
Beztroskim wzlatywaniu.
I miałaś w sobie lekkość,
Błękitną  uległość,
Radosną  siłę istnienia.

Zrobiłaś krok i weszłaś w kwietną łąkę.