SNY

SNY

Śnią Ci się sny platynowe
Suknie, buciki balowe
Świat kryształowy, co śpiewa
Słońce, co zimno rozgrzewa

Śnią Ci się jasne mgławice
Księżyc, gwiazd cudnych winnice
Drzewa na wietrze kłoniące
Ogrody tajemnie szepczące.

Śni Ci się kochań tysiące
Serce z pragnienia gorące
Tulenie, co oddech zabiera
Dotyk, aż dusza zamiera.

Śnią Ci się burze, pioruny
Pożogi, pożary i łuny
Samotność łzami tłumiona
Radość złym słowem strawiona

Ewa

 EWA
dla mojej cudownej współlokatorki Ewy R. z sanatorium w Ciechocinku

Wpadła jak burza, gdy ja leżałam
I w planie robić już nic nie miałam
W cieplutki kocyś się owinęłam
I właśnie z rozkoszą sobie ziewnęłam.

W ten to czas cudny coś w drzwi walnęło
Coś zaszurało, coś gdzieś grzmotnęło.
Ledwie zdążyłam otworzyć oczy
Gdy ktoś niezwykły do mnie doskoczył.

„Ja Ewa jestem” – rzecze Energia
I z ciekawością swą na mnie zerka
„A ja Marzena” powiadam cicho
Myśląc zdumiona: „Cóż to za licho???”

Bo zanim dobrze jej się przyjrzałam
To już jej nie było tam, gdzie ją widziałam.
Przecieram oczy, patrzę wokoło
I ze zdziwienia pocieram czoło.

Nadążyć wzrokiem za nią nie mogę
Patrzę na łóżko, ścianę, podłogę
Moja Energia już wszędzie była
I rozpakować się też  zdążyła.

Ja leżę nadal, nie chcę się ruszyć
Bo po co w energię tę się zanurzyć
Gdy pod kocysiem tak mi milutko,
I tak spokojnie, tak bardzo cieplutko?

Ale nic z tego! Moja Ewunia
W biegu krzyknęła: „do zobaczenia!
I do lekarza wnet poleciała.
Część jej energii w pokoju została.

Więc chociaż nie chcę, chociaż się bronię
To już jej werwa dopada do mnie
I sama nie wiedząc, jak to się stało
W trudnych ćwiczeniach wyginam ciało.

I znów do pokoju ta burza wpada
„Skończyłaś ćwiczyć?” – i wzrokiem mnie bada
„No więc przestajesz. Na dziś wystarczy.
Mam inne plany. Idziemy tańczyć!”

O, losie dobry! Co tu się dzieje?
Gdzie jest mój kocyś, co cudnie grzeje?
Dlaczego nie mogę  lenić się błogo
Tylko podążać mam za tą pożogą?
Lecz myśleć długo mi nie pozwala
Moja Ewunia, nad sobą użalać.
Rzuca mi kurtkę, buty i czapkę
„Ubieraj się szybko, nim zgaszę lampkę”.

Więc już na schodach kurtkę zapinam
I chociaż w duchu trochę się zżymam
To tak naprawdę  z tego się cieszę,
Że mam w Ewuni tak bratnią duszę.

Nadziwić tylko tu się nie mogę
Jak szybko polubiłam taką pożogę
Co w dwie godziny przewrót zrobiła
W lenistwie  mym błogim -  i też mnie polubiła.

Któregoś razu, gdy znów leniwie
Na łóżku leżę, Ewa nieckliwie,
Z chochlikiem w oczach na mnie spojrzała
„Patrz, robię świecę” – tak zawołała.

I już na podłodze ćwiczyć zaczyna
Plecy na płasko, w górę nożyna
A potem do niej dołącza druga.
Jak drut jest świeca! To Ewci zasługa.

„Niedoczekanie!” tak myślę sobie
„Ja też taką świecę z łatwością zrobię”.
Lecz z łóżka zejść mi się nie chce wcale
„Na nim też wyjdzie mi doskonale.”

„Złaź z tego łóżka, zejdź na podłogę”
Krzyknęła Ewcia, lecz ja nic nie robię
Sobie z przestrogi tej przecie mądrej
I  się do świecy zabieram ostrzej.

Nieźle mi idzie, jak na początek:
Nóżki do góry powoli ciągnę,
Już prawie świeca piękna zrobiona
Lecz cóż to? Moja pozycja raptem zmieniona!

Nogi się z hukiem walą na stolik
Co na nim wiśniowa herbatka stoi.
A potem ląduję na twardą podłogę.
Oj, dobrą dawała Ewcia przestrogę!

Bo wszystko jest już w wiśniowe esy:
I stolik, i kapcie, i pościel, i dresy.
Lecz gdy mą przyjaciółką podłoga teraz
Ewcia już sprząta, i wszystko to naraz.

Nim się podniosłam, całość sprzątnęła
I do roboty swojej stanęła.
Bo ta Energia to też jest artystka:
Kwiaty z papieru tworzy, florystka.

A jajka jakie ze wstążek plecie!
Nie, takich jajek nie ma na świecie!
Gdy ja w rozkoszy lenistwa się pławię,
To moja Ewcia pracuje wytrwale.

Już ozdobiła łóżka kwiatami
I stolik, ściany, nawet firany.
I tak tu u nas pięknie jak nigdzie:
Każdy podziwia, kto do nas przyjdzie.

A jakby  tego było jej  mało,
To jeszcze szkoli naszą grupę całą.
Ciągle więc u nas ktoś przesiaduje
I co w kwiatach zleci, to wykonuje.

A gdy im Ewcia nauki  daje -
Ja  tkwię w  lenistwie soim wytrwale.
Lecz choć niby różne, to jednak podobne:
I tańczyć kochamy, i w humor zasobne.

Ewo, dziękuję Ci za te chwile
Które niezwykłe były, przemiłe.
I choć nie wiadomo, kiedy się spotkamy
To przyjaźń  do siebie przecież zachowamy.