Jak tu miło

JAK  TU  MIŁO

Jak tu cicho, jak miło
W liściach coś szeleściło
Wiatr leciutkim tchnieniem musnął
Gdzieś w zaroślach kicia mrugnął.

Lato ciepłem swym przytula
Marzeniami w duszę wtula
Złotem sypie w miękkie włosy
W darze ma korale z rosy.

Tak tu słodko na tej ławce
Chce się dać rozbawić kawce
Razem skrzydła z nią rozpostrzec
Świat łagodny w sercu dostrzec.

Za wcześnie

ZA  WCZEŚNIE

Za wcześnie za żale po lat upływaniu
Gdy dusza jest ciągle w tańca wirowaniu
A serce gorące kochać nie przestaje
I w głowie wciąż nowa przygoda się baje.

Tyle wciąż słonecznych jest dni do przeżycia,
Tyle nocy upojnych i snów do prześnicia
Tyle pocałunków słodkich jak cukierek
Tyle między nami wciąż cudownych gierek.

Za wcześnie na żale po lat upływaniu
Gdy ciało spragnione jest wciąż w falowaniu
A oczy zamglone tak patrzą miłośnie
I usta nabrzmiałe znów palą jak ognie.

Zabroń mi, Boże

ZABROŃ  MI,  BOŻE

Zabroń mi, Boże, tańczyć w promieniach
Z wiatrem wirować w najsłodszych westchnieniach
Jak motyl modry wtapiać się w przestworza
Pląsać z obłokami, gdzie migocze zorza.

Zabroń mi, Boże, w muzykę się wtulać
I całą siebie jej puchem otulać
Aż drżące ciało podda się marzeniom
A szelesty pragnień rozśpiewanym echom.

Zabroń mi, Boże, mą poezję pisać
Duszę i tęsknoty dla innych odkrywać
Tworzyć strofy cudne dla serca każdego
Oddać, co najlepsze, z żaru swojego.

Zabroń mi, Boże, kwiaty wpleść we włosy
Biegać w zachwyceniu tam, gdzie złote kłosy
Suknię z maków włożyć jak królewską szatę
Mieć z łąki i lasów przecudną komnatę.

Zabroń mi, Boże, każdą chwilę kochać
Do świata, do ludzi z radością uśmiechać
Schylać się w miłości nad każdą cząsteczką
I być choć przez chwilę jak z bajki księżniczką.

Nie, nie broń mi, Boże….bo to życie moje.

Gołąb

GOŁĄB

Stał na poręczy balkonu i tęsknym wzrokiem patrzył tam, gdzie jeszcze do niedawna było jego gniazdo.
Bo oto nie miał już swojego domu. To, które nim było przez wiele, wiele miesięcy nie należało już do niego.
A to przecież tu  z trudem wydobywał się ze swojej  twardej skorupki. Tu otwierał szeroko dziobek czekając na  posiłek , który  niestrudzenie  dzień w dzień usiłowali  zdobyć jego rodzice. Tu rozpychał się w ciasnym gnieździe  usiłując wymościć się w nim jak najwygodniej. Tu  w chłodne, wiosenne noce przytulał się do    swoich braci, aby ogrzać  w ich cieple swoje maleńkie zziębnięte ciałko. Tu z przerażeniem patrzył,  jak  najsłabsza  z sióstr przez jeden nieostrożny ruch wypadła z gniazda i rozbiła o cementową podłogę balkonu.
Tu wreszcie po raz pierwszy rozpostarł skrzydła i niepewny jeszcze swoich sił, a potem coraz śmielej próbował swoich pierwszych lotów.
A teraz  jego  gniazdo nie było już jego gniazdem. Nie było   miejscem,  do którego zawsze mógł wrócić, złożyć zmęczone skrzydła, w którym w deszczowe dni z głową wciągniętą w ramiona mógł  patrzeć  na drobne kropelki  skapujące z dachu,  w   gorące  chłodzić swoje rozgrzane słońcem ciało w zacisznym cieniu a  w zimne  skryć się przed  porywistymi podmuchami wiatru.
Gołąb  czuł, jak  jego maleńkie  serduszko trwożnie  bije ze strachu przed nadchodzącymi dniami.
A potem ostatni raz spojrzał  na miejsce,  które do niedawna jeszcze było jego domem, rozpostarł szeroko skrzydła i odleciał w poszukiwaniu swojego miejsca na ziemi.

Kubek Marty

KUBEK  MARTY

Przyszłaś do mnie tak urocza
Długowłosa, piwnooka…
Tyle miałaś szczęścia w sobie
Że starczyło na nas obie.

Twoim blaskiem rozjaśniona
Twoim ciepłem upojona
Jeszcze bardziej świat kochałam
Jeszcze  mocniej rozkwitałam.

W darze jeszcze coś mi dałaś
Bo Ty wszystkich obdarzałaś
Tym, co w Tobie najlepszego
Tym, co było z serca Twego.

Dłonie ku mnie wyciągnęłaś
Z prośbą, abym dar przyjęła
I przez niego pamiętała
O tym, żeś mnie w myślach miała.

W zachwyceniu kubek wzięłam
Tak niezwykły, że pojęłam
Po co żeśmy się spotkały.
Czemu w przyjaźń się zbratały.

Boś Ty była kolorowsza,
Boś była w łagodność słodsza
Boś Ty była ta silniejsza,
Boś Ty była ta mądrzejsza.

Cząstkę siebie mi oddałaś
Gdyś mi kubek przekazała.
Ja przyjęłam dar zbawienny
Tak niezwykły, tak bezcenny.

Teraz, kiedy w innym świecie żyjesz
Inne rany opatrujesz
Jam się czwarty raz zrodziła
I znów jestem tu, jak byłam.

Ale jestem kolorowsza
Ale w łagodności słodsza
Ale jestem już silniejsza
Ale w mądrość Twą mądrzejsza.

Jesteś Kobietą

JESTEŚ  KOBIETĄ

Jesteś Terpsychorą tańcem roztęsknioną
Z rytmem, co drga w Tobie, na zawsze złączoną,
Upojona spełnień swych marzeniem sennym
Pragniesz tańcem to oddać, co jest w nich płomiennym.

Jesteś wichrem szalonym w namiętność osnutą
Z oków wstydliwości przez czarta rozkutą
Ten, kto w zachwyceniu zbliży się do Ciebie
Piekła smak pozna albo znajdzie w niebie.

Jesteś  mgłą mleczną lekką jak westchnienie
Co ukoi ból każdy czułości dotknieniem
Miękkością zasnuwasz cierń w sercu wyryty
Aby już na zawsze stał się nieodkrytym.

Jesteś leśnym źródłem gaszącym  pragnienie
W którym kto złakniony znajdzie orzeźwienie
Gdy z miłością toczysz wody swej dobroci
Temu, kto je pije, świat się cały złoci.

Jesteś przystanią bezpieczną na  wzburzonych wodach
Do której zdążają ci, co na Antypodach
Skrywanej rozpaczy swej żyć już nie potrafią
W Tobie  zrozumienia i siły szukając.

Kimże więc Ty jesteś, istoto niezwykła?
Kto Cię stworzył taką, kto przypiął Ci skrzydła?
Czemu raz ostoją, raz jesteś podnietą?

Jesteś piękną mocą. Bo jesteś KOBIETĄ.

Czwarty żywioł – Ogień

CZWARTY  ŻYWIOŁ – OGIEŃ
z cyklu „Cztery żywioły”

„…Czwarty jest jak lśnienia, jak błyski tajemne
Które są w powabie, w swym przepychu zmienne.
Ten ostatni żywioł sercu mi najbliższy
Więc go w sobie noszę jak brylant najczystszy…”

Żarem gorejącym ogarnia me ciało
Sprawia, że porywów jest mi wciąż za mało
Więc tańczę w płomieniach, ognie mnie splatają
Pragnienia tajemne w serce się wkradają.

Wtedy wszystko znika, nic nie pozostaje
Jeszcze żar ogniska ciepło swe oddaje
I już ciemno wokół, już mną zimno włada
Już Nefele chmury w moje dłonie wkłada.

Ale w duszy mojej wciąż płomienie drgają
I Księciu Ciemności blasków nie oddają
Więc znów jestem Brigid, znów tańczę w płomieniach
Znowu  w moim sercu są tajne pragnienia.

Jakże mam nie kochać żywiołu czwartego
Który jest spełnieniem życia żarliwego?
I choć raz  w przepychu, raz w piekle się rodzi
To mnie z nim złączeniem płomiennym uwodzi.

Marto…

MARTO….

Tamta droga jeszcze nie dla Ciebie przeznaczona
Tamta jasność jeszcze nie dla Ciebie jest stworzona
Tamten spokój jeszcze nie jest Twym spokojem
Tamto niebo jeszcze nie jest kresem Twojem.

Zawróć z drogi, którą iść Ci dane przez pomyłkę
A ja zamknę jasność na jej końcu w drobną chwilkę
Zburzę spokój, aby Cię za wcześnie nie opłynął
Dam Ci niebo drugie, by tamtego fiolet minął.

Przecież mamy tyle rzeczy niezrobionych do zrobienia
Przecież mamy tyle marzeń niespełnionych do spełnienia
Przecież mamy tyle szczytów niezdobytych do zdobycia
Przecież mamy tyle rozmów nieodbytych do odbycia.

A więc nasyć swoją siłę moją siłą
Weź odwagę mą, gdy Twoja jest bezsiłą
Nakarm swoje serce moim sercem
I nie odchodź.
Nie bądź jeszcze kwiatem w butonierce.

Gdym ciało me splotła…

GDYM  CIAŁO  ME  SPLOTŁA...

Gdym ciało me splotła razem z ciałem Twoim
Gdyś żar moich zmysłów w gwiazdach wyspokoił
Gdy krople miłości roszą nasze czoła
Uwierz, że mnie Tobie nikt zabrać nie zdoła.

Leżę w Twych ramionach Tobą przepojona
A każda myśl moja jest Tobą przyśniona
I bliżej nikogo być bardziej nie mogę
Bo to Ty mi dałeś życia swego drogę.

Mówisz, żem świat cały Tobie przesłoniła
Pragniesz, bym się sobą z Tobą wciąż dzieliła
Szepczesz, że za bardzo, że za mocno kochasz
Że bardziej niż Ty mnie kochać nikt nie zdoła.

Lecz tylko dla Ciebie moje serce bije
I tylko dla Ciebie do raju się wzbiję.
Bom ja życie moje z Twoim zaplątała
Tak, jak uniesienia splotły nasze ciała.