Jesteś

JESTEŚ

Nie przychodzisz do mnie w snach brylantowych
Nie przychodzisz do mnie w zorzach purpurowych
Nie przychodzisz do mnie w marzeń zamgleniach
Nie przychodzisz do mnie w poświat  srebrzeniach.

Ale przychodzisz w złotych  jesieniach
W słodkich pieszczotach, nienasyceniach
W zapamiętaniach, dłoniach gorących,
W tęsknotach ciała, ustach pragnących.

Nie ma Cię w lekkim obłok płynięciu
W wiatru spowiciach,ognisk gaśnięciu
Nie ma Cię w  liści cichych szelestach
W klejnotach cennych,  z pereł agrestach.

Lecz jesteś ze mną w doli- niedoli
W życia płynięciu w wspólnej gondoli
Jesteś w radościach razem doznanych
I dzieciach pięknych, co z sobą mamy.

Kamyk pozłocisty

KAMYK  POZŁOCISTY

Darowałeś mi, Panie, kamyk pozłocisty
By dnie  wrogie wymieniał na świat jedwabisty
By drogi  splątane pomógł mi rozplątać
By czego dać nie chcę, nikt nie mógł zażądać.

I tak byłam w śpiewaniach, kochaniach, miłości
Cała otulona w  baśniowe cudności
Na włosach rozwianych motyle siadały
A  myśli radosne moje serce grzały.

Więc czemu mi, Panie, podarek zabrałeś
A w zamian ból, trwogę nieznaną hojną ręką dałeś?
Dlaczego w walczącą  musiałam się zmienić?
Dlaczego nie słuchasz, losu nie odmienisz?

Wiem, że na próżno błagam Ciebie, Panie
Co raz mi zabrałeś, nie będzie oddane
I chociaż innemu dasz swego dukata
W mej dłoni zostanie złocista poświata.

Jutrzenka

JUTRZENKA

Stała wśród ciemnej nocy bezbronna,
Naga i tęskna jako mgła jesienna
Oczu powieki  jeszcze mrużyła
Jakby się bała, jakby nadal śniła.

Lecz oto nadszedł czas powitania
Tego, co być ma, przed czym się wzbrania.
Ciemności nocy dniu ustępują
Księżyc w podzięce w srebro całują.

Ona już nie chce dalej się wzbraniać
Już pragnie być tu, już pragnie wchłaniać
W siebie, co los jej przyniósł w niezwykłym
Darze. Co było dla niej tak niedościgłym.

Nagość oblekła w złote promienie
Już w sobie nosi chwili pięknych mgnienie
I cała jest teraz dobrem najwyższym
I cała jest teraz szczęściem najczystszym.

Lecz nagle odrzuca złote promienie
Już nie chce być blaskiem, nie chce być lśnieniem.
Znów pragnie  schować się tam, skąd przybyła.
Już nie chce śnić o tym, o czym kiedyś śniła.

Zostało po niej serc nieukojenie
Zostało po niej duszy cierpienie
I myśl, że tam, gdzie się schowała
Jest to, czego naprawdę chciała.